Mówiąc nasza miałem na myśli mnie i moje rodzeństwo czyli mnie, dwóch braci i trzy siostry.
Najmłodszą jest Jagoda. Ma dopiero 11 lat. Jest bardzo mądra jak na swój wiek. Może nie życiowo, ale jest bardzo oczytana. Interesuje się dosłownie wszystkim. Czasem potrafi porządnie wkurzyć tymi swoimi naukowymi definicjami szczególnie związanymi z fizyką, chemią i biologią. Jako mały geniusz przeskoczyła kilka klas i obecnie jest na poziomie trzeciej gimnazjum. Mimo tego nadal lubi czasem zagrać w jakieś gry planszowe bądź pobawić się lalkami.
Gdy mama chciała je wyrzucić pod pretekstem że jest już na nie za duża, Jagoda broniła ich jak lwica młode zapewniając, że przydadzą się Michasi, gdy będzie starsza.
Jagoda uwielbia kolor fioletowy. Ma blond włosy po mamie i szare oczy po tacie. W brew pozorom blondynki nie są takie głupie a Jagoda jest tego żywym dowodem.
Przed Jagodą była Ida. Ma 13 lat i jest naszym małym cichym duszkiem. Potrafi być przerażająca. Niezauważona znika i się pojawia, do tego wygląda jak kościotrup. Nie dlatego, że nic nie je. Wręcz przeciwnie ma wielki apetyt i zawsze pierwsza rwie się do jedzenia. Jagoda mówi, że ma szybką przemianę materii. Ma ciemne długie proste włosy a w nocy potrafi przypominać Samarę z Horroru. Często ubiera się na czarno a w pokoju trzyma chyba tone świeczek, które zapala, gdy tylko zrobi się ciemno zamiast jak normalny człowiek zapalić po prostu światło. Nie wiem, czy to wynika z jej zamiłowania do historii przez co próbuje wczuć się w ludzi żyjących w czasach bez prądu, czy po prostu zasłoniła pstryczek od światła jednym ze swoich kocich obrazów i teraz nie potrafi go za nic w świecie znaleźć. Ida tylko sprawia pozory cichej, w rzeczywistości jak z nią dłużej pogadasz to tak się biedna rozkręci, że nie może przestać mówić. Jej ulubionym zajęciem jest rysowanie i jest w tym cholernie dobra. Ma też swoje dziwne hobby np. zbiera sierść swojego kota (Duszka) i lepi w jedną kule. Chce w ten sposób zobaczyć, czy przerośnie ona kota.
Duszek jest wielkim puchatym czarnym kotem z niebieskimi oczami. Gdy chodzę w nocy do łazienki zawsze się o niego potykam. Oczywiście rano dostaje mi się od Idy za to, że mogę przygnieść kota. Jak tak strasznie ten jej kot lubi siedzieć na tym dywanie to niech go Ida zabierze do swojego pokoju wtedy kot będzie spał u Idy przez co nie będzie szans żebym się o niego potkną wtedy i Ida będzie zadowolona i ja i kot.
Następny od końca jest Dominik, na którego tak bardzo czekałem, gdy miałem 2 latka a teraz żałuje, że go nie zgubiłem w mieście, gdy miałem 6 lat. Wtedy to mama pierwszy raz puściła mnie z Dominikiem do sklepu po bułki. Oczywiście sklep był bardzo blisko, ale dla 6-latka takiego jak ja wyjście z domu do sklepu było wielką przygodą. Wtedy to mogłem spokojnie zgubić brata i zwalić wszystko na swoją młodość i głupotę, ale oczywiście nie mogłem wtedy wiedzieć, że wyrośnie na takiego wkurzającego , tępego niedorozwoja. Obecnie ma 15 lat i już nie uda mi się go zgubić w sklepie. Zawsze nastawia swoją blond grzywę i co tydzień puszy się jak paw zapraszając do swojego pokoju coraz to inne panienki. Pech chciał, że Bóg obdarzył go niezwykłym talentem sportowym, i to takim talentem, że został jednym z najlepszych graczy w siatkówkę w klasie sportowej. Niestety Bóg obdarzył go także niezwykłą urodą przez co uważa się za nie wiadomo co. Ma także wspaniałe wyniki w nauce, z tego powodu wróżona jest mu wielka przyszłość. Co z tego! Ma okropny charakter. Jest strasznie humorzasty, trudno mu dogodzić, jest nerwowy i niezdecydowany. No ale ma też chłopak zalety, które nawet ja mogłem zauważyć chociaż tak bardzo kuły mnie jego wady. Dominik nigdy się nie poddawał i kochał czystą rywalizację bez żadnych kantów i oszustw, nigdy nie łamał się przegranymi, wręcz przeciwnie umacniały go w swoich postanowieniach.Własnie przez te cechy mimo jego wad jestem dumny, że mam takiego brata.
Przede mną była Laura. Obecnie ma 19 lat i jeździ po świecie jako reprezentantka Polski na tle międzynarodowym w karate. Jest wcielonym aniołem, do tego tak pobożnym, że aż się dziwię, że zamiast zakonu wybrała sport. Oczywiście jej pobożność nie wygląda tak jak u starych babć. Nie kryje się ze swoją wiarą, ale także i jej przesadnie nie pokazuje. Jest wspaniała, zawsze przywozi nam jakieś pamiątki z miejsc, które odwiedza. Pomaga charytatywnie nie tylko ludziom, ale i zwierzętom. Zawsze, gdy przyjeżdża pomaga mamie w domu, Idzie w lekcjach, bawi się z Jagodą, odbija piłką w ogrodzie z Dominikiem, gra ze mną w gry, a gdy czasem odwiedza nas Aleks robi mu herbatę, siada z nim na kanapie i zaczyna z nim rozmowę. Nikt im wtedy nie lubi przeszkadzać, wszyscy kochamy patrzeć na rozluźnioną i odstresowaną Laurę, która z wielkim zaangażowaniem opowiada Aleksowi ze szczegółami swoją podróż. Wszyscy wtedy podsłuchujemy ich w kuchni , dzięki temu nie przeszkadzamy im w rozmowie, ale także możemy posłuchać co takiego przytrafiło się Laurze.
Aleks, który obecnie ma 20 lat jest najstarszym dzieckiem w rodzinie.Mieszka ze swoją narzeczoną Amelią w Gdańsku.Aleks jest złotym dzieckiem naszych rodziców, ich największą dumą. Jest przystojny, mądry, charyzmatyczny, uczynny i wysportowany. Chyba najbardziej w rodzinie kocha Laurę. Jest jego małą słodką siostrzyczką chociaż jest od niego tylko o rok młodsza. Laura tylko przy nim potrafi się wyluzować i szczerze pogadać o swoich problemach, nikogo innego nimi nie zadręcza nawet Mamy. Gdy coś niezwykłego wydarzy się w jej życiu zawszę pierwszy wie o tym Aleks.
Przed Jagodą była Ida. Ma 13 lat i jest naszym małym cichym duszkiem. Potrafi być przerażająca. Niezauważona znika i się pojawia, do tego wygląda jak kościotrup. Nie dlatego, że nic nie je. Wręcz przeciwnie ma wielki apetyt i zawsze pierwsza rwie się do jedzenia. Jagoda mówi, że ma szybką przemianę materii. Ma ciemne długie proste włosy a w nocy potrafi przypominać Samarę z Horroru. Często ubiera się na czarno a w pokoju trzyma chyba tone świeczek, które zapala, gdy tylko zrobi się ciemno zamiast jak normalny człowiek zapalić po prostu światło. Nie wiem, czy to wynika z jej zamiłowania do historii przez co próbuje wczuć się w ludzi żyjących w czasach bez prądu, czy po prostu zasłoniła pstryczek od światła jednym ze swoich kocich obrazów i teraz nie potrafi go za nic w świecie znaleźć. Ida tylko sprawia pozory cichej, w rzeczywistości jak z nią dłużej pogadasz to tak się biedna rozkręci, że nie może przestać mówić. Jej ulubionym zajęciem jest rysowanie i jest w tym cholernie dobra. Ma też swoje dziwne hobby np. zbiera sierść swojego kota (Duszka) i lepi w jedną kule. Chce w ten sposób zobaczyć, czy przerośnie ona kota.
Duszek jest wielkim puchatym czarnym kotem z niebieskimi oczami. Gdy chodzę w nocy do łazienki zawsze się o niego potykam. Oczywiście rano dostaje mi się od Idy za to, że mogę przygnieść kota. Jak tak strasznie ten jej kot lubi siedzieć na tym dywanie to niech go Ida zabierze do swojego pokoju wtedy kot będzie spał u Idy przez co nie będzie szans żebym się o niego potkną wtedy i Ida będzie zadowolona i ja i kot.
Następny od końca jest Dominik, na którego tak bardzo czekałem, gdy miałem 2 latka a teraz żałuje, że go nie zgubiłem w mieście, gdy miałem 6 lat. Wtedy to mama pierwszy raz puściła mnie z Dominikiem do sklepu po bułki. Oczywiście sklep był bardzo blisko, ale dla 6-latka takiego jak ja wyjście z domu do sklepu było wielką przygodą. Wtedy to mogłem spokojnie zgubić brata i zwalić wszystko na swoją młodość i głupotę, ale oczywiście nie mogłem wtedy wiedzieć, że wyrośnie na takiego wkurzającego , tępego niedorozwoja. Obecnie ma 15 lat i już nie uda mi się go zgubić w sklepie. Zawsze nastawia swoją blond grzywę i co tydzień puszy się jak paw zapraszając do swojego pokoju coraz to inne panienki. Pech chciał, że Bóg obdarzył go niezwykłym talentem sportowym, i to takim talentem, że został jednym z najlepszych graczy w siatkówkę w klasie sportowej. Niestety Bóg obdarzył go także niezwykłą urodą przez co uważa się za nie wiadomo co. Ma także wspaniałe wyniki w nauce, z tego powodu wróżona jest mu wielka przyszłość. Co z tego! Ma okropny charakter. Jest strasznie humorzasty, trudno mu dogodzić, jest nerwowy i niezdecydowany. No ale ma też chłopak zalety, które nawet ja mogłem zauważyć chociaż tak bardzo kuły mnie jego wady. Dominik nigdy się nie poddawał i kochał czystą rywalizację bez żadnych kantów i oszustw, nigdy nie łamał się przegranymi, wręcz przeciwnie umacniały go w swoich postanowieniach.Własnie przez te cechy mimo jego wad jestem dumny, że mam takiego brata.
Przede mną była Laura. Obecnie ma 19 lat i jeździ po świecie jako reprezentantka Polski na tle międzynarodowym w karate. Jest wcielonym aniołem, do tego tak pobożnym, że aż się dziwię, że zamiast zakonu wybrała sport. Oczywiście jej pobożność nie wygląda tak jak u starych babć. Nie kryje się ze swoją wiarą, ale także i jej przesadnie nie pokazuje. Jest wspaniała, zawsze przywozi nam jakieś pamiątki z miejsc, które odwiedza. Pomaga charytatywnie nie tylko ludziom, ale i zwierzętom. Zawsze, gdy przyjeżdża pomaga mamie w domu, Idzie w lekcjach, bawi się z Jagodą, odbija piłką w ogrodzie z Dominikiem, gra ze mną w gry, a gdy czasem odwiedza nas Aleks robi mu herbatę, siada z nim na kanapie i zaczyna z nim rozmowę. Nikt im wtedy nie lubi przeszkadzać, wszyscy kochamy patrzeć na rozluźnioną i odstresowaną Laurę, która z wielkim zaangażowaniem opowiada Aleksowi ze szczegółami swoją podróż. Wszyscy wtedy podsłuchujemy ich w kuchni , dzięki temu nie przeszkadzamy im w rozmowie, ale także możemy posłuchać co takiego przytrafiło się Laurze.
Aleks, który obecnie ma 20 lat jest najstarszym dzieckiem w rodzinie.Mieszka ze swoją narzeczoną Amelią w Gdańsku.Aleks jest złotym dzieckiem naszych rodziców, ich największą dumą. Jest przystojny, mądry, charyzmatyczny, uczynny i wysportowany. Chyba najbardziej w rodzinie kocha Laurę. Jest jego małą słodką siostrzyczką chociaż jest od niego tylko o rok młodsza. Laura tylko przy nim potrafi się wyluzować i szczerze pogadać o swoich problemach, nikogo innego nimi nie zadręcza nawet Mamy. Gdy coś niezwykłego wydarzy się w jej życiu zawszę pierwszy wie o tym Aleks.
Matką Amelii (Narzeczonej Aleksa) jest właśnie ciotka Nikola. Aleks znał jej córkę od samego początku, razem z Laurą bawiły się lalkami, gdy miały po 5 lat. Nawet nie wiadomo, kiedy pomiędzy nią a Aleksem powstało uczucie.Pani Nikola zna się z naszą mamą (Magnolią) od podstawówki, więc towarzyszy nam od najmłodszych lat stąd przydomek "Ciocia". Stała się dla nas częścią rodziny.
Teraz chętnie bym ją udusił. Mimo iż jestem trzecim w kolejności dzieckiem to ja muszę się wyprowadzić z domu i to wszystko przez ciotkę. Oczywiście rozumiem, że jestem najstarszym mieszkającym tu dzieckiem no, ale dlaczego ja !? Czemu nie może się wyprowadzić Dominik? Aleks się wyprowadził, Laura ze względu na swoją pracę także, więc teraz chcą się pozbyć i mnie. Przez kogo ? Przez głupią Ciotkę i głupią wpadkę rodziców, chociaż według nich Michasia była planowana. Ta akurat ...
W gwoli ścisłości ciotka zaproponowała mojej mamie szkołę z internatem bym nie robił zbędnego tłumu dla niemowlaka. Oczywiście ciotka musiała zrobić mamie wielki wykład na temat jak to muszę się wreszcie usamodzielnić. Teraz przez jej głupi pomysł wylądowałem w autobusie, który ma mnie zawieść prosto do nowej szkoły.
Tylko tego mi teraz brakowało, nowej szkoły! Miałem wspaniałe życie w starej, ale oczywiście musieli mi to zrobić. Musieli mnie przenieść. Nie powinno mi być trudno znaleźć nowych kolegów w końcu we mnie też płynie piękna krew. Jeśli moje rodzeństwo jest piękne (oprócz Idy) i utalentowane to ja też muszę być!
Oczywiście się zgrywam i mijam z prawdą, w każdej rodzinie jest jakiś rodzynek. W tym przypadku jestem to ja. Nie jestem zbytnio przystojny ani utalentowany, moje oceny ani wyniki w sporcie nie są najlepsze. Jedyne co umiem dobrze to grać w gry. W ogóle nie odznaczam się niczym nad przeciętnym. Jestem zwykłym szarym człowiekiem. Czasem mam wrażenie jak by mnie podmienili w szpitalu. Oczywiście skutecznie wybija mi to z głowy obraz mnie i rodziców stojących obok siebie. Nos po mamie mały i lekko zadarty, oczy po tacie czyli szare i duże no i włosy po mamusi czyli proste i blond.
Musze powiedzieć, że w naszej rodzinie tylko Ida ma czarne włosy reszta ma brązowe po tacie albo blond po mamie. Może to Ide podmienili w szpitalu ? Kto wie...
W każdym razie już prawie dojechaliśmy na miejsce. Jadąc polną drogą w okół mnie rozciągały się pola już zielonego rzepaku, gdzie nie gdzie po drodze mijaliśmy jakieś drzewo. Pewnie Jagoda powiedziała by mi nie tylko jaki to gatunek drzewa, ale i rodzaj no i z jakiej jest rodziny. Jeszcze nie zdążyłem dobrze wyjechać z domu a już za nimi tęsknie.
Pierwszy raz będę z dala od rodziny.
Spojrzałem przez okno i zobaczyłem to czego nie chciałem zobaczyć czyli zbliżającą się z oddali moją nową szkołę. Wyglądała strasznie staro. Pewnie Ida pomagała ciotce i matce ją wybierać.
Znajdowaliśmy się na kompletnym zadupiu. Nie było w pobliżu nawet normalnej asfaltowej drogi. Gdzie one mnie wywiozły!? Miałem się tu uczyć przez następne 3 lata ? To liceum wyglądało okropne i czemu nie widziałem tu internatu ? Może był za szkołą ... ale w takim razie, gdzie znajdowało się boisko ?
Z zamyślenia wyrwało mnie nagłe uderzenie w siedzenie przede mną z powodu niespodziewanego zatrzymania się autobusu. Wysiadłem zabrałem bagaż i czekałem aż ktoś mnie przywita. Czekałem i czekałem ... NIKOGO TU NIE BYŁO!
Rozejrzałem się dookoła, lecz w około ani żywej duszy, tylko pole i stara szkoła. Zacząłem się zastanawiać, czy aby na pewno ta szkoła istnieje i czy nie zwinęła swojej działalności jakiś czas temu. Wtem autobus ruszył a ja zostałem kompletnie sam. Bez żadnej szansy na powrót do domu, na dodatek NIKOGO TU NIE BYŁO!NIKOGO! Nie wiedziałem, czy mam dzwonić do rodziców, czy czekać dalej, bo ni stąd ni zowąd poczułem zimne krople deszczu a nie wziąłem parasolki.
No super , świetnie! tylko tego brakowało żeby się rozpadało. Usiadłem na torbie i zrezygnowany czekałem. Nie zamierzałem wejść do tej upiornej szkoły za żadne skarby! Gdy w myślach wyklinałem cała moją rodzinę nawet nie zauważyłem, że już nic na mnie nie pada. podniosłem głowę do góry. Nade mną wisiała czarna parasolka trzymana przez śliczną elegancką blondynkę, która uśmiechała się do mnie wesoło.
-Witam w Różanej Szkole. -Powiedziała po czym pomogła mi wstać z torby. -Mam na imię Izabela, jestem przewodniczącą rady uczniowskiej.
-Rafał. Miło mi .-Odwzajemniłem uśmiech i uścisnąłem jej dłoń.
Dziewczyna prowadziła mnie w ciszy przez główny korytarz po schodach na drugie piętro, gdzie swój gabinet miał pan dyrektor Rosowski. Zatrzymała się przed wejściem do gabinetu i powiedziała
-Pan dyrektor to miły starszy człowiek, ale radze uważać na jego sekretarkę panią Pąk. Potrafi przyczepić się do wszystkiego, pilnuje przestrzegania zasad i takich tam... W każdym razie powodzenia. Wyśle do ciebie potem kogoś kto cię zaprowadzi do twojego pokoju. Na razie.
Nawet nie zdążyłem jej odpowiedzieć a już jej nie było. Wyglądała na zalataną. Wziąłem głęboki oddech i wszedłem do gabinetu.
-Czekałem na pana panie...-Stary dziadzio spojrzał na listę i dopowiedział.-Gusia.
Nienawidziłem swojego nazwiska! Było takie... babskie chociaż mamy je po ojcu.
-Proszę usiąść. -Przemówiła sekretarka w czerwonej sukience z kokiem i w okularach z cekinami. Wyglądała na kobietę po 40. Postawiła dziadkowi herbatę na stole i z uwagą mi się przyglądała.
-Mam na imię Ambroży Rosowski i jestem tu dyrektorem. Moja rodzina prowadzi tą szkołę od wieków. Niech ta szkołą stanie się twoim domem na następne 3 lata. Czuj się jak u siebie i nie przynoś nam wstydu!
-Musi pan także przestrzegać tych oto zasad panie Gusia. -Kobieta rzuciła mi w przybliżeniu dwudziesto kilogramowy blok kartek na kolana. Nie odzywałem się tylko kiwnąłem głową. Wziąłem sobie do serca rady Izabeli i prawie w ogóle nie wykonywałem żadnych ruchów by nie narazić się szanownej pani sekretarce.
-Może już pan iść panie Gusia. Autobus do internatu jeździ dokładnie co godzinę. -Uśmiechną się starzec. - Do widzenia.
-Do widzenia panie dyrektorze, pani sekretarko.-Pożegnałem się najuprzejmiej jak tylko potrafiłem i wyszedłem.
Niby, gdzie miałem teraz iść ? Nikt na mnie nie czekał na zewnątrz. Miałem iść na jakiś autobus... ale gdzie ?
Poszedłem prosto i skręciłem na schody prowadzące w dół, zaraz okropnie tego pożałowałem, bo wpadłem na kogoś albo raczej ten ktoś z impetem wbiegł na mnie. Przez co upadłem na podłogę podpierając się z tyłu na rękach. Zanim zdążyłem zobaczyć kto mnie popchną zostałem pociągnięty za schody. Odwróciłem się by zobaczyć kto śmiał mnie staranować, lecz napotkałem tylko piwne oczy.
-Ciii... -Zasyczał i dopiero dotarło do mnie, że właścicielem piwnych oczu był czarnowłosy chłopak z opadającą lekko grzywką na oczy.
Nagle dało się usłyszeć kroki. Chłopak wtulił się bardziej w głąb schodów tym samym ciągnąc mnie za sobą. Chciałem coś powiedzieć, lecz ten zakrył mi szybko usta.
-Oskar debilu i tak cię znajdę! -Zabrzmiał zirytowany kobiecy głos.
-Ciii... Wiciu... Na tym piętrze znajduje się dyrektor no i co najgorsze, Pani Pąk. -Odezwał się jeszcze jeden tylko cieńszy.
-W dupie to mam! OSKAR ODDAWAJ MÓJ TELEFON! JAK CIĘ DORWĘ CO CI NOGI Z DUPY POWYRYWAM! SŁYSZYSZ! -wydarła się na cały głos.
-Co to za wrzaski!? -Sekretarka otworzyła z impetem drzwi a dziewczyny zaczęły uciekać. Pani Pąk chyba zrezygnowała z pościgu. Mogłem to stwierdzić po tym że na korytarzu nie było słychać żadnych kroków tylko zamykające się drzwi.
Chłopak usunął swoją rękę z moich ust i odetchną z ulgą, następnie wyciągną telefon, jak mniemam tej całej Wici i zaczął w nim szperać. Za chwile spojrzał się na mnie i uśmiechną się.
-Patrz. -Podstawił mi pod nos telefon. Aż otworzyłem buzie ze zdumienia, gdyż na ekranie widniało moje zdjęcie jak siedzę na torbie przed szkołą. -Zrobiła je jakieś 15 min temu. Chyba jej się spodobałeś. Chcesz żebym je skasował?
-Po co to zrobiłeś ? -Zapytałem podejrzliwie.
-Lubie jej dokuczać. -Uśmiechną się i skasował zdjęcie. -Jestem Oskar, a ty? -Wyciągną do mnie rękę.
-Rafał.
Zapadła cisza. Chłopak jeszcze chwile poszperał w jej telefonie i zaczął wstawać. Nie mógł mnie tak zostawić! Spanikowałem i zapytałem. -Gdzie idziesz?
-Na autobus.
-Um... Mogę z tobą ?
Popatrzył się na mnie zdziwiony, ale zaraz się uśmiechną i odparł. -Pewnie.
Wstałem i poszedłem za nim. Szliśmy po schodach w dół aż do głównego wyjścia.
Teraz chętnie bym ją udusił. Mimo iż jestem trzecim w kolejności dzieckiem to ja muszę się wyprowadzić z domu i to wszystko przez ciotkę. Oczywiście rozumiem, że jestem najstarszym mieszkającym tu dzieckiem no, ale dlaczego ja !? Czemu nie może się wyprowadzić Dominik? Aleks się wyprowadził, Laura ze względu na swoją pracę także, więc teraz chcą się pozbyć i mnie. Przez kogo ? Przez głupią Ciotkę i głupią wpadkę rodziców, chociaż według nich Michasia była planowana. Ta akurat ...
W gwoli ścisłości ciotka zaproponowała mojej mamie szkołę z internatem bym nie robił zbędnego tłumu dla niemowlaka. Oczywiście ciotka musiała zrobić mamie wielki wykład na temat jak to muszę się wreszcie usamodzielnić. Teraz przez jej głupi pomysł wylądowałem w autobusie, który ma mnie zawieść prosto do nowej szkoły.
Tylko tego mi teraz brakowało, nowej szkoły! Miałem wspaniałe życie w starej, ale oczywiście musieli mi to zrobić. Musieli mnie przenieść. Nie powinno mi być trudno znaleźć nowych kolegów w końcu we mnie też płynie piękna krew. Jeśli moje rodzeństwo jest piękne (oprócz Idy) i utalentowane to ja też muszę być!
Oczywiście się zgrywam i mijam z prawdą, w każdej rodzinie jest jakiś rodzynek. W tym przypadku jestem to ja. Nie jestem zbytnio przystojny ani utalentowany, moje oceny ani wyniki w sporcie nie są najlepsze. Jedyne co umiem dobrze to grać w gry. W ogóle nie odznaczam się niczym nad przeciętnym. Jestem zwykłym szarym człowiekiem. Czasem mam wrażenie jak by mnie podmienili w szpitalu. Oczywiście skutecznie wybija mi to z głowy obraz mnie i rodziców stojących obok siebie. Nos po mamie mały i lekko zadarty, oczy po tacie czyli szare i duże no i włosy po mamusi czyli proste i blond.
Musze powiedzieć, że w naszej rodzinie tylko Ida ma czarne włosy reszta ma brązowe po tacie albo blond po mamie. Może to Ide podmienili w szpitalu ? Kto wie...
W każdym razie już prawie dojechaliśmy na miejsce. Jadąc polną drogą w okół mnie rozciągały się pola już zielonego rzepaku, gdzie nie gdzie po drodze mijaliśmy jakieś drzewo. Pewnie Jagoda powiedziała by mi nie tylko jaki to gatunek drzewa, ale i rodzaj no i z jakiej jest rodziny. Jeszcze nie zdążyłem dobrze wyjechać z domu a już za nimi tęsknie.
Pierwszy raz będę z dala od rodziny.
Spojrzałem przez okno i zobaczyłem to czego nie chciałem zobaczyć czyli zbliżającą się z oddali moją nową szkołę. Wyglądała strasznie staro. Pewnie Ida pomagała ciotce i matce ją wybierać.
Znajdowaliśmy się na kompletnym zadupiu. Nie było w pobliżu nawet normalnej asfaltowej drogi. Gdzie one mnie wywiozły!? Miałem się tu uczyć przez następne 3 lata ? To liceum wyglądało okropne i czemu nie widziałem tu internatu ? Może był za szkołą ... ale w takim razie, gdzie znajdowało się boisko ?
Z zamyślenia wyrwało mnie nagłe uderzenie w siedzenie przede mną z powodu niespodziewanego zatrzymania się autobusu. Wysiadłem zabrałem bagaż i czekałem aż ktoś mnie przywita. Czekałem i czekałem ... NIKOGO TU NIE BYŁO!
Rozejrzałem się dookoła, lecz w około ani żywej duszy, tylko pole i stara szkoła. Zacząłem się zastanawiać, czy aby na pewno ta szkoła istnieje i czy nie zwinęła swojej działalności jakiś czas temu. Wtem autobus ruszył a ja zostałem kompletnie sam. Bez żadnej szansy na powrót do domu, na dodatek NIKOGO TU NIE BYŁO!NIKOGO! Nie wiedziałem, czy mam dzwonić do rodziców, czy czekać dalej, bo ni stąd ni zowąd poczułem zimne krople deszczu a nie wziąłem parasolki.
No super , świetnie! tylko tego brakowało żeby się rozpadało. Usiadłem na torbie i zrezygnowany czekałem. Nie zamierzałem wejść do tej upiornej szkoły za żadne skarby! Gdy w myślach wyklinałem cała moją rodzinę nawet nie zauważyłem, że już nic na mnie nie pada. podniosłem głowę do góry. Nade mną wisiała czarna parasolka trzymana przez śliczną elegancką blondynkę, która uśmiechała się do mnie wesoło.
-Witam w Różanej Szkole. -Powiedziała po czym pomogła mi wstać z torby. -Mam na imię Izabela, jestem przewodniczącą rady uczniowskiej.
-Rafał. Miło mi .-Odwzajemniłem uśmiech i uścisnąłem jej dłoń.
Dziewczyna prowadziła mnie w ciszy przez główny korytarz po schodach na drugie piętro, gdzie swój gabinet miał pan dyrektor Rosowski. Zatrzymała się przed wejściem do gabinetu i powiedziała
-Pan dyrektor to miły starszy człowiek, ale radze uważać na jego sekretarkę panią Pąk. Potrafi przyczepić się do wszystkiego, pilnuje przestrzegania zasad i takich tam... W każdym razie powodzenia. Wyśle do ciebie potem kogoś kto cię zaprowadzi do twojego pokoju. Na razie.
Nawet nie zdążyłem jej odpowiedzieć a już jej nie było. Wyglądała na zalataną. Wziąłem głęboki oddech i wszedłem do gabinetu.
-Czekałem na pana panie...-Stary dziadzio spojrzał na listę i dopowiedział.-Gusia.
Nienawidziłem swojego nazwiska! Było takie... babskie chociaż mamy je po ojcu.
-Proszę usiąść. -Przemówiła sekretarka w czerwonej sukience z kokiem i w okularach z cekinami. Wyglądała na kobietę po 40. Postawiła dziadkowi herbatę na stole i z uwagą mi się przyglądała.
-Mam na imię Ambroży Rosowski i jestem tu dyrektorem. Moja rodzina prowadzi tą szkołę od wieków. Niech ta szkołą stanie się twoim domem na następne 3 lata. Czuj się jak u siebie i nie przynoś nam wstydu!
-Musi pan także przestrzegać tych oto zasad panie Gusia. -Kobieta rzuciła mi w przybliżeniu dwudziesto kilogramowy blok kartek na kolana. Nie odzywałem się tylko kiwnąłem głową. Wziąłem sobie do serca rady Izabeli i prawie w ogóle nie wykonywałem żadnych ruchów by nie narazić się szanownej pani sekretarce.
-Może już pan iść panie Gusia. Autobus do internatu jeździ dokładnie co godzinę. -Uśmiechną się starzec. - Do widzenia.
-Do widzenia panie dyrektorze, pani sekretarko.-Pożegnałem się najuprzejmiej jak tylko potrafiłem i wyszedłem.
Niby, gdzie miałem teraz iść ? Nikt na mnie nie czekał na zewnątrz. Miałem iść na jakiś autobus... ale gdzie ?
Poszedłem prosto i skręciłem na schody prowadzące w dół, zaraz okropnie tego pożałowałem, bo wpadłem na kogoś albo raczej ten ktoś z impetem wbiegł na mnie. Przez co upadłem na podłogę podpierając się z tyłu na rękach. Zanim zdążyłem zobaczyć kto mnie popchną zostałem pociągnięty za schody. Odwróciłem się by zobaczyć kto śmiał mnie staranować, lecz napotkałem tylko piwne oczy.
-Ciii... -Zasyczał i dopiero dotarło do mnie, że właścicielem piwnych oczu był czarnowłosy chłopak z opadającą lekko grzywką na oczy.
Nagle dało się usłyszeć kroki. Chłopak wtulił się bardziej w głąb schodów tym samym ciągnąc mnie za sobą. Chciałem coś powiedzieć, lecz ten zakrył mi szybko usta.
-Oskar debilu i tak cię znajdę! -Zabrzmiał zirytowany kobiecy głos.
-Ciii... Wiciu... Na tym piętrze znajduje się dyrektor no i co najgorsze, Pani Pąk. -Odezwał się jeszcze jeden tylko cieńszy.
-W dupie to mam! OSKAR ODDAWAJ MÓJ TELEFON! JAK CIĘ DORWĘ CO CI NOGI Z DUPY POWYRYWAM! SŁYSZYSZ! -wydarła się na cały głos.
-Co to za wrzaski!? -Sekretarka otworzyła z impetem drzwi a dziewczyny zaczęły uciekać. Pani Pąk chyba zrezygnowała z pościgu. Mogłem to stwierdzić po tym że na korytarzu nie było słychać żadnych kroków tylko zamykające się drzwi.
Chłopak usunął swoją rękę z moich ust i odetchną z ulgą, następnie wyciągną telefon, jak mniemam tej całej Wici i zaczął w nim szperać. Za chwile spojrzał się na mnie i uśmiechną się.
-Patrz. -Podstawił mi pod nos telefon. Aż otworzyłem buzie ze zdumienia, gdyż na ekranie widniało moje zdjęcie jak siedzę na torbie przed szkołą. -Zrobiła je jakieś 15 min temu. Chyba jej się spodobałeś. Chcesz żebym je skasował?
-Po co to zrobiłeś ? -Zapytałem podejrzliwie.
-Lubie jej dokuczać. -Uśmiechną się i skasował zdjęcie. -Jestem Oskar, a ty? -Wyciągną do mnie rękę.
-Rafał.
Zapadła cisza. Chłopak jeszcze chwile poszperał w jej telefonie i zaczął wstawać. Nie mógł mnie tak zostawić! Spanikowałem i zapytałem. -Gdzie idziesz?
-Na autobus.
-Um... Mogę z tobą ?
Popatrzył się na mnie zdziwiony, ale zaraz się uśmiechną i odparł. -Pewnie.
Wstałem i poszedłem za nim. Szliśmy po schodach w dół aż do głównego wyjścia.
Szkoła w środku nie wyglądała tak źle, wręcz przeciwnie, wyglądała wspaniale. Zaraz przy głównym wejściu znajdował się przystanek. Oskar usiadł na ławce a ja zaraz za nim.
-Nie zamierzasz jej oddać telefonu? - Zapytałem burząc trwającą cisze.
-Oddam mojej dziewczynie. Wole nie wchodzić dzisiaj w drogę Wiktorii. -Uśmiechną się pod nosem.
-A więc masz dziewczynę. Jaka ona jest ? -Chociaż mało mnie to obchodziło chciałem ciągnąć rozmowę dalej. Nie zamierzałem siedzieć w ciszy Bóg wie ile.
-Jest miła, przyjacielska i umie grać na perkusji.
-Tylko tyle? -Zdziwiłem się.
-W sumie... tak. -Powiedział całkiem zwyczajnie i zaczął znowu grzebać w telefonie.
Tak nie mówi zakochany facet. Tak mówi Dominik o swojej każdej nowej dziewczynie.
-No skoro tak. -Po dłuższym zastanowieniu palnąłem. -Podoba cię się ta Wiktoria? -Chłopak spojrzał na mnie ze zdziwieniem i wybuchł śmiechem.
-No co ty , oszalałeś! Wiktoria to moja siostra.
Jak mogłem palnąć taką głupotę. Zaczerwieniłem się i zacząłem go przepraszać.
Nagle ktoś się do nas przysiadł. Był to ciemnoskóry chłopak o czarnych włosach ściętych krótko.
-Siema Kondzio. -Powiedział Oskar przybijając żółwika z chłopakiem.
-Siemka Oskar. Przedstawisz mnie?
-Pewnie! To jest Rafał. -Wskazał na mnie a następnie na Konrada. -Rafał to jest Kondzio.
-Miło mi cie poznać. -Powiedziałem lekko zmieszany, lecz chłopak mnie z ignorował.
-Nie idziesz na lekcje? Polonistka była wściekła jak wybiegłeś z klasy a za tobą pognała Wiktoria. -Uśmiechną się pod nosem.
-No co ty? Oszalałeś?! Toż ona mnie rozszarpie gdy mnie dorwie!
-Kto? Wiktoria czy polonistka? -Zaśmiał się.
-Obie! -Zawołał i zaczął szperać w telefonie.
-To nie jest przypadkiem ... -Zapytał spoglądając na urządzenie w jego ręku.
-Zabrałem jej telefon nic wielkiego.
-Dlaczego...
Konrad nie dokończył pytania a już Oskar zaciągną mnie do autobusu.
-Na razie Kondziu! -Zawołał i drzwi się zamknęły.
Oskar zajął wolne miejsce w autobusie i poklepał miejsce o bok siebie chcąc żebym usiadł. Z wielkim grymasem usiadłem koło niego.
-Jakiś ty niemiły. -Popatrzyłem na niego z wyrzutem.
-Jesteś okrutny. -Zaśmiał się chłopak. -Własnie uratowałem ci dupę. Kondziu ma słabość do mojej siostry, chyba nie był by zadowolony jak by się dowiedział, że Wiktoria woli ciebie.
-Dziękuję?
-Jak chcesz. Następnym razem nie będę cię ratować. Niech się dzieje co chce. -Ułożył ręce w geście rezygnacji.
Nagle przypomniało mi się o moich rzeczach.
-Oskar! Trzeba zatrzymać autobus! Nie wziąłem swoich rzeczy! -Wstałem i podbiegłem do drzwi.
-Spokojnie. -Uspokajał mnie chłopak. -Widziałem jak zabierali je do internatu.
Odetchnąłem tylko z ulgą i usiadłem z powrotem na miejsce. A co jak mu się przywidziało?
Spoglądałem co chwile przez okno. Po jakich 5 minutach zaczęła się asfaltowa droga po chwili znowu wjechaliśmy na piaszczystą i ostatecznie autobus zatrzymał się przy internacie, który wyglądał jak pałacyk. Dookoła rósł prześliczny ogród i słychać było śpiew ptaków.
Oskar wyciągną mnie z autobusu i zamarł. -O nie...
-Hm... ? -Zamruczałem dalej podziwiając urodę internatu.
-Wiktoria!
-Nie zamierzasz jej oddać telefonu? - Zapytałem burząc trwającą cisze.
-Oddam mojej dziewczynie. Wole nie wchodzić dzisiaj w drogę Wiktorii. -Uśmiechną się pod nosem.
-A więc masz dziewczynę. Jaka ona jest ? -Chociaż mało mnie to obchodziło chciałem ciągnąć rozmowę dalej. Nie zamierzałem siedzieć w ciszy Bóg wie ile.
-Jest miła, przyjacielska i umie grać na perkusji.
-Tylko tyle? -Zdziwiłem się.
-W sumie... tak. -Powiedział całkiem zwyczajnie i zaczął znowu grzebać w telefonie.
Tak nie mówi zakochany facet. Tak mówi Dominik o swojej każdej nowej dziewczynie.
-No skoro tak. -Po dłuższym zastanowieniu palnąłem. -Podoba cię się ta Wiktoria? -Chłopak spojrzał na mnie ze zdziwieniem i wybuchł śmiechem.
-No co ty , oszalałeś! Wiktoria to moja siostra.
Jak mogłem palnąć taką głupotę. Zaczerwieniłem się i zacząłem go przepraszać.
Nagle ktoś się do nas przysiadł. Był to ciemnoskóry chłopak o czarnych włosach ściętych krótko.
-Siema Kondzio. -Powiedział Oskar przybijając żółwika z chłopakiem.
-Siemka Oskar. Przedstawisz mnie?
-Pewnie! To jest Rafał. -Wskazał na mnie a następnie na Konrada. -Rafał to jest Kondzio.
-Miło mi cie poznać. -Powiedziałem lekko zmieszany, lecz chłopak mnie z ignorował.
-Nie idziesz na lekcje? Polonistka była wściekła jak wybiegłeś z klasy a za tobą pognała Wiktoria. -Uśmiechną się pod nosem.
-No co ty? Oszalałeś?! Toż ona mnie rozszarpie gdy mnie dorwie!
-Kto? Wiktoria czy polonistka? -Zaśmiał się.
-Obie! -Zawołał i zaczął szperać w telefonie.
-To nie jest przypadkiem ... -Zapytał spoglądając na urządzenie w jego ręku.
-Zabrałem jej telefon nic wielkiego.
-Dlaczego...
Konrad nie dokończył pytania a już Oskar zaciągną mnie do autobusu.
-Na razie Kondziu! -Zawołał i drzwi się zamknęły.
Oskar zajął wolne miejsce w autobusie i poklepał miejsce o bok siebie chcąc żebym usiadł. Z wielkim grymasem usiadłem koło niego.
-Jakiś ty niemiły. -Popatrzyłem na niego z wyrzutem.
-Jesteś okrutny. -Zaśmiał się chłopak. -Własnie uratowałem ci dupę. Kondziu ma słabość do mojej siostry, chyba nie był by zadowolony jak by się dowiedział, że Wiktoria woli ciebie.
-Dziękuję?
-Jak chcesz. Następnym razem nie będę cię ratować. Niech się dzieje co chce. -Ułożył ręce w geście rezygnacji.
Nagle przypomniało mi się o moich rzeczach.
-Oskar! Trzeba zatrzymać autobus! Nie wziąłem swoich rzeczy! -Wstałem i podbiegłem do drzwi.
-Spokojnie. -Uspokajał mnie chłopak. -Widziałem jak zabierali je do internatu.
Odetchnąłem tylko z ulgą i usiadłem z powrotem na miejsce. A co jak mu się przywidziało?
Spoglądałem co chwile przez okno. Po jakich 5 minutach zaczęła się asfaltowa droga po chwili znowu wjechaliśmy na piaszczystą i ostatecznie autobus zatrzymał się przy internacie, który wyglądał jak pałacyk. Dookoła rósł prześliczny ogród i słychać było śpiew ptaków.
Oskar wyciągną mnie z autobusu i zamarł. -O nie...
-Hm... ? -Zamruczałem dalej podziwiając urodę internatu.
-Wiktoria!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Moje pierwsze opowiadanie shounen ai!
Mam nadzieje, że wam się podobało.
Już niedługo kolejny rozdział ;3